SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Artur Orzech skomentuje w tym roku Eurowizję na Instagramie. Wbił też szpilę Markowi Sierockiemu

- Pobawmy się Instastory w tym roku. Jestem z wami. Byłem z Eurowizją, jestem z Eurowizją i będę, jak sądzę, do końca z Eurowizją - powiedział kilka godzin przed drugim półfinałem 66. Konkursu Piosenki Eurowizji Artur Orzech, który przez prawie 30 lat komentował to muzyczne wydarzenie w Telewizji Polskiej. Sobotni finał dziennikarz skomentuje na Instagramie.

Artur Orzech Artur Orzech

- W tym roku będę komentował finał Eurowizji, bo się nie poddaję - powiedział w czwartkowe popołudnie (12 maja) Artur Orzech w nagraniu, które umieścił na swoim kanale youtubowym. Zatytułował je: "Eurowizja 2022!". Jak tłumaczy na wstępie, w ostatnich dniach pojawiało się coraz więcej pytań, czy będzie on komentować tegoroczny finał.

Jeszcze dwa lata temu takie pytanie wydawałoby się dziwne, bo Artur Orzech komentował w Telewizji Polskiej kolejne edycje Konkursu Piosenki Eurowizji od 1992 r. Ostatni raz zrobił to dwa lata temu. W zeszłym roku TVP zerwała kontrakt z dziennikarzem po tym, gdy Artur Orzech nie stawił się na planie "Szansy na sukces". W rezultacie to Marek Sierocki komentował w Telewizji Polskiej oba półfinały i konkurs finałowy. W tym roku jest podobnie.

- Mam nadzieję, że brak komentarza (w telewizji - przyp. red.), jak ja to nazywam po bożemu, to sytuacja przejściowa i pewnie prędzej czy później się usłyszymy albo spotkamy w jakichś bardziej przyjaznych okolicznościach. A skoro pytacie, czy będzie komentarz, to nie jestem w stanie odmówić - przekonuje w 10-minutowym filmie Artur Orzech.

130 tys. osób rok temu słuchało Orzecha

Rok temu dziennikarz muzyczny przygotował niespodziankę dla fanów i na swoim kanale na YouTubie komentował finał Eurowizji w Rotterdamie.

- W zeszłym roku bawiliśmy się na YouTubie i to była harcerska robota - przyznaje w najnowszym nagraniu Artur Orzech. Przypomniał, że były problemy techniczne i w rezultacie komentarz dziennikarza było słychać czasem nawet z czterominutowym opóźnieniem. - W testach przed moją transmisją opóźnienie związane z komentarzem youtubowym wynosiło od 7 do 12 sekund. Ale gdy dołączyło w sumie 130 tys. osób, to padły serwery. Okazało się, że gdy jedna piosenka się skończyła, to jeszcze komentowałem poprzednią, bo opóźnienie sięgało nawet czterech minut, a piosenka na Eurowizji trwa trzy minuty - wyjaśnia Artur Orzech. - To był absurd i nie chcę już powtórzyć tego, co działo się w zeszłym roku, bo to była swego rodzaju wolna amerykanka.

Dziennikarz wyjaśnił też, że nie mógł podkładać głosu pod obraz przekazywany przez oficjalny kanał youtubowy Eurowizji, bo nie dostał zgody na jego wykorzystanie od nadawcy. - I słusznie. Bez zgody firmy fonograficznej czy twórców danego utworu nie wolno wykorzystywać tych dźwięków, więc nie mogłem tego zrobić, nie narażając się na tzw. ban mojego kanału. Jeśli trzykrotnie użyłbym nawet krótkich fragmentów, YouTube ma prawo zablokować na całe życie mój oficjalny kanał - wyjaśnia dziennikarz.

Z tych powodów Artur Orzech zdecydował się w tym roku komentować finał Eurowizji na Instagramie. - Instastory to coś podobnego do relacji na Facebooku, którą można szybko opublikować i może ona trwać do dwóch minut, czyli akurat tyle, ile mi potrzeba, aby wypowiedzieć się między jednym a drugim utworem - objaśnia widzom. - Będę próbował skomentować wszystkie utwory, które pojawią się w finale.

"I jeszcze uwaga do pana Marka"

Dziennikarz przy okazji pochwalił naszego reprezentanta, który w czwartek wystąpi w drugim półfinale. - Krystian bardzo dobrze się prezentuje, jeśli chodzi o formę wokalną. Trochę czuję się jego wujkiem - mówi w nagraniu Artur Orzech. Przypomina, że gdy on sam grał w zespole Róże Europy, jego kolegą z grupy był klawiszowiec, Maciej Ochman, który jest ojcem Krystiana. - Słowem, czuję, że sercem jestem z Krystianem. Bardzo chciałbym, żeby wygrał, ale wygra Ukraina. I tu kamyczek do ogródka EBU (Europejska Unia Nadawców, organizator Eurowizji - przyp. red.) za to, że unikają czegoś, co nazywają wątkiem politycznym. Eurowizja od zawsze boi się wątków politycznych, bo ma jednoczyć ludzi, Europę, artystów, ale przede wszystkim publiczność. Jednak to, co się dzieje na Ukrainie, to już nie jest polityka, to są zbrodnie, morderstwa wojenne, zabijanie niewinnych cywilów, mordowanie dzieci, gwałcenie kobiet. To są mordercy, nie politycy, a morderców nie wolno się bać i nie wolno uciekać przed tym tematem - mówi w nagraniu Artur Orzech.

- Jeśli wygra Ukraina, nie mam nic przeciwko temu i to nie będzie głosowanie polityczne, tylko czysto ludzkie, głosowanie sercem - dodaje. - Krystian spokojnie przejdzie do finału. Być może nie będziemy drżeć o to, czy Polska z 10. miejsca wejdzie do finału, tylko może się okazać, że Krystian po raz pierwszy w historii z półfinału do finału wjedzie na pierwszym miejscu, czego mu życzę.

Na koniec dziennikarz nawiązał do transmisji pierwszego półfinału transmitowanego w Telewizji Polskiej. Komentował go Marek Sierocki. Artur Orzech nie użył ani razu jego nazwiska. - I jeszcze uwaga do pana Marka. W pierwszym półfinale Chorwatka wystąpiła z gitarą. Pan Marek pozwolił sobie powiedzieć, że ta gitara ma na imię Martin, bo wszystkie dziewczyny nazywają swoje gitary imieniem swoich facetów. Martin to jest topowa marka producenta gitar akustycznych. Te gitary potrafią kosztować nawet do 50 tys. zł. Tak że panie Marku trzeba wiedzieć - powiedział Artur Orzech.

Artur Orzech odszedł z mediów publicznych

Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji odbędzie się po raz 66. Tym razem w Turynie. Zgodnie z zasadami konkurs finałowy poprzedzają dwa półfinały. Pierwszy odbył się we wtorek, drugi - w czwartek o godz. 21. Występ Krystiana Ochmana oraz reprezentantów 17 innych państw będzie można oglądać na żywo w TVP1 i TVP Polonia. Finał odbędzie się w sobotę, 14 maja o godz. 21. Wystąpi w nim 20 uczestników: po dziesięciu z każdego półfinału.

Artur Orzech przez 16 lat związany był z radiową Trójką. Odszedł z niej w listopadzie 2017 r., a jako powód podał "trudną i ciężką atmosferę" w redakcji na ul. Myśliwieckiej. Wcześniej jednak doszło do zatargu pomiędzy nim, a ówczesnym szefem Programu Trzeciego Wiktorem Świetlikiem.
 
Do marca ub.r. Artur Orzech prowadził wydania "Szansy na sukces" na antenie TVP2, lecz po tym, jak nie stawił się na planie, telewizja publiczna zerwała z nim umowę. Dziennikarz twierdził, że decyzja o zakończeniu współpracy wyszła od niego. Ostatecznie jednak zapłacił na rzecz TVP kilkunastotysięczną karę za niestawienie się na zdjęciach.

Dołącz do dyskusji: Artur Orzech skomentuje w tym roku Eurowizję na Instagramie. Wbił też szpilę Markowi Sierockiemu

18 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Pyl
Czlowieku nie kompromituj sie i daj zyc ludziom ktorzy nie chca Cie widzieć i slyszec.
0 1
odpowiedź
User
Cudak
Orzech, zawsze, świetny!
0 0
odpowiedź
User
Tomek
Stary dziad. Znajdz sobie prace.
0 0
odpowiedź